Strona główna O tym mówi się w Giżycku Zbieramy $$$ na SUPER książkę o giżyckiej piłce nożnej, pomożecie szukać pasjonatów?

Zbieramy $$$ na SUPER książkę o giżyckiej piłce nożnej, pomożecie szukać pasjonatów?

0

Dotychczas nikt nie pokusił się o taką pracę, a szkoda, bo stadion Leśny był świadkiem niezwykłych pojedynków piłkarskich. Gracze lokalnej drużyny, dla nas dzieciaków znad Niegocina to były prawdziwe gwiazdy, które chodziliśmy oglądać zza płotu. Kto dziś pamięta „wyjazd” Perły? Po tym okrzyku PKS – y ruszały z dworca z piskiem opon. Na długo przed tym, zanim w masowej świadomości młodych giżycczan pojawili się Lewy, Piszczu i Kuba, chcieliśmy być Cykim, Tercjakiem, czy Bryką. Każdy z nas na swoim podwórku marzył o takiej karierze, a murawa Leśnego przedstawiała dla nas wyższą wartość niż czerwone dywany największych gal świata. Chcieliśmy reprezentować Mamry Giżycko, pragnęliśmy być oklaskiwani przez kolegów i rodziców. Wszyscy wierzyliśmy, że pewnego dnia nasz strzał przyniesie zwycięstwo z największym rywalem, a my sami już na zawsze przejdziemy do piłkarskiej historii miasta. Klub piłkarski od zawsze poza rozrywkową, pełnił też olbrzymią rolę społeczną w trzydziestotysięcznym kurorcie i bez względu na szczebel, czy też pozycję w tabeli zawsze cieszył się zainteresowaniem. Dzięki wspaniałej pracy ludzi, którzy często pracowali charytatywnie dla klubu, pomimo wzlotów i upadków klub nigdy nie zawiesił, ani nie przerwał swojej misji. Było nią wskazywanie właściwej drogi chłopakom, których często rozpierała energia, stworzenie miejsca, w którym bez względu na pochodzenie wszyscy byli równi i współpracowali dla osiągnięcia wspólnego celu, jakim, w zależności od okoliczności był awans, lub utrzymanie. Te wspomnienia wciąż wywołują gęsią skórkę. Tego co i komu się udało, oraz w jaki sposób klub wpłynął na życie zawodników i kibiców nasi czytelnicy dowiedzą się z naszej książki. Pierwszej książki poświęconej w całości najważniejszym wydarzeniom w historii Giżyckiego Klubu Sportowego Mamry. Chcemy odwinąć taśmę, ożywić bohaterów naszego dzieciństwa i spojrzeć na siebie samych oczami dorosłych mężczyzn. Postanowiliśmy odbyć podróż w czasy naszego dzieciństwa i będzie nam miło jeśli wśród was, ludzi dobrej woli, znajdą się tacy, którzy zechcą nam w tej podróży towarzyszyć. Kto wie, może między wersami zobaczycie swoje przygody, swoje zmarnowane okazje, swoje przestrzelone karne, materiały mamy najwyższej jakości, łącznie z takimi, których nikt, nigdy i nigdzie nie publikował. Zapraszamy na wspólną przejażdżkę wehikułem czasu.https://zrzutka.pl/uploads/chipin/zh6mu9/content/ud1047755676d312.jpegFragment książki Nie zdradzę Cię (tyt. roboczy), o inauguracyjnym meczu Mamry – Wigry w ’83 r.Początek i końcówka meczu dla Mamr, reszta wyrównana ze wskazaniem na gości – mniej więcej w takim tonie o derbach Suwalszczyzny napisały regionalne gazety. Za najlepszego gracza miejscowych media uznały bramkarza Bohdana Bojarskiego, który swoimi interwencjami mocno podniósł ciśnienie rywalom i ich trenerowi Kazimierzowi Lewandowskiemu, m. in. wygrywając dwa pojedynki sam na sam z szybkimi napastnikami Wigier. Dziennikarze komplementowali również pewnie grającego środkowego obrońcę Jana Pupka, ale to nie stoper czy bramkarz GieKSy byli po meczu na ustach giżyckich kibiców. W 87. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego nie popisał się golkiper suwalczan Zbigniew Zejer, który fatalnie obliczył trajektorię lotu futbolówki, mijając się z nią tuż przed bramką. Takich wielbłądów – jak o bramkarskich pomyłkach zwykł mawiać legendarny bohater z Wembley Jan Tomaszewski – nie wybacza żaden szanujący się napastnik na świecie. Nie wybaczył więc, oczywiście, obecny na posterunku Sławomir Tercjak. Gol! 1 : 0 dla Mamr! Gdyby w tamtym momencie nad Giżyckiem przelatywał myśliwiec F – 16, huk jego silników wydawałby się jedynie nieśmiałym szeptem na tle eksplozji, jaka wstrząsnęła Stadionem Leśnym. Gromkie Jeszcze jeden! Jeszcze jeden! (słyszalne pewnie w sąsiadujących z miastem Wilkasach) unosiło się w powietrzu już do końca spotkania i choć walecznym gospodarzom nie udało się spełnić gorącego życzenia fanów, to po ostatnim gwizdku sędziego Gerarda Ryńczyka z Gdańska na trybunach nie było nikogo, kto owacją na stojąco nie doceniłby historycznej wygranej piłkarzy znad Niegocina.

Udostępnij zrzutkę https://zrzutka.pl/zh6mu9