Jan Sekta w rozmowie z Małgorzatą Kulas-Szyrmer o swojej nowo wydanej książce „Dawne Giżycko w stu ilustrowanych opowieściach”

Skąd pomysł napisania książki?

Waldemar Mierzwa wydawca serii „Moja Biblioteka Mazurska”, w ramach której powstają między innymi publikacje o dawnych mazurskich miastach, powiedział w 2015 roku, że mógłbym napisać o Giżycku. Pomyślałem czemu nie. Materiały do książki zacząłem zbierać w tym samym roku, chociaż wiele dokumentów miałem już wcześniej i samą dokumentację zakończyłem w roku 2016. To najdłuższy proces pracy nad książką. Wiele godzin spędziłem w archiwach. Była to tak zwana mrówcza praca, ale dająca też mnóstwo przyjemności. Dotarłem do ciekawych historii, nigdzie wcześniej nie publikowanych, były nietypowe informacje, ciekawostki, często historie osobiste, spory między mieszkańcami, czy dochodzenie swoich praw wobec miasta. Poszukiwania wciągały całkowicie, ale poznawałem mieszkańców mojego Giżycka.

Pozyskałem dziewięć tysięcy fotokopii różnych dokumentów źródłowych związanych z Giżyckiem, pięć tysięcy związanych z historią Żydów w Lecu (przyp. dawna nazwa Giżycka), pozostałe to dzieje miasta głównie z XIX i z początków XX wieku. Jest tego tyle, że na niejedną książkę, czy serię wykładów (śmiech).

W styczniu 2018 książka była gotowa, z różnych powodów nie doszło do jej wydania. I nastąpiło to teraz, z czego ogromnie jestem zadowolony, bo praca wydawnicza była bardzo intensywna, od września do początku października tego roku książka nabierała finalnych kształtów, podczas zdalnych, telefonicznych kontaktów w covidowym czasie.

Muszę zresztą powiedzieć, że była to „książka nocna”, pracowałem nad nią popołudniami, do późnych godzin nocnych, pierwszej, drugiej w nocy. Rytm jednostajny – praca*, obiad i siadałem do setek dokumentów, które trzeba było transliterować przez niezliczone godziny i tłumaczyć z różnych dziedzin, od budowy kolei, po żeglugę, port towarowy, czy pocztę. Mało było źródeł w języku polskim i tu mogłem liczyć na pomoc Bernda Brozio, który pochodzi z Mazur, mieszkał w okolicach Rynu, teraz na stałe w RPA, więc współpraca również na odległość.

* J. Sekta na co dzień jako historyk pracuje w Miejskiej Bibliotece Publicznej, z ramienia której koordynuje i tworzy Giżyckie Archiwum Cyfrowe gac.gizycko.pl, wyjątkowe w skali kraju multimedialne repozytorium wiedzy, które bardzo polecamy, by odwiedzić.

Na co może liczyć czytelnik biorąc do ręki „Dawne Giżycko…”?

Idea była taka – jedna strona, jedna pocztówka i do tego tekst, krótka historia związana z danym miejscem, ludźmi, wydarzeniem. Mam nadzieję, że „moje” opowieści spodobają się czytelnikom, zaciekawią ich. Mieszkańcy otrzymują na pewno bardzo dobrze wydaną książkę, pozytywne oceny wydawnictwa już do mnie docierają, z czego się cieszę i najważniejsze – są to historie o dawnych mieszkańcach, o których zapomnieliśmy, o tym jak przed laty tu się żyło.

Czy łatwo było spośród tylu historii wybrać ich sto?

Najpierw wybór dotyczył stu starych pocztówek z kilku tysięcy jakie są dostępne w prywatnych zbiorach, przede wszystkim Marka Kowalczyka i Kazimierza Pietrachowicza, uzupełnione o moje własne i pochodzące od Janusza Pileckiego. Porównując zresztą pocztówki z innych mazurskich miejscowości z bardzo różnorodnymi kadrami, stwierdzam, że autorzy zdjęć w dawnym Giżycku mieli kilka ulubionych i powtarzalnych miejsc (śmiech), starałem się wybrać najciekawsze ujęcia, lokalizacje, nie zawsze oczywiste i mniej znane jak uwieczniany z różnej perspektywy Rynek a obecnie plac Grunwaldzki, czy ulica Warszawska.

Czyli najpierw pocztówki potem historie?

Tak, do pocztówek starałem się dopasować opowieści, co nie było łatwe. Dużo wiadomości, z tego miała powstać opowieść, którą trzeba było zmieścić w 1400 znakach, w przypadku pocztówki publikowanej w pionie, musiałem streścić historię w 900. Starałem się nie pisać językiem naukowym, by książka była jak najbardziej przystępna. Historii tak dużo, unikatowych dokumentów, danych, z których trzeba było stworzyć żywą opowieść, by oddać ducha tamtych czasów i zamknąć ją potem w 900, 1400 znakach, nie było łatwo (śmiech). Przy tej okazji wielkie podziękowania kieruję do Gosi Mierzwy, która hamowała moje snute w szczegóły pióro, by się w wytyczonych znakami ramach, zmieścić.

Najciekawszy, ulubiony mieszkaniec dawnego Giżycka?

Wielu mam takich, Teodor Otto Becker – w latach 50. XIX w. osiedlił się w Lecu, był członkiem Magistratu, Rady Parafialnej i bardzo zasłużył się dla miasta, bracia Rudolf i Eduard Lehmannowie przedsiębiorcy branży drzewnej i budowlanej, Hirsch Pincus pierwszy Żyd w Lecu, cała rodzina Friedlanderów, Hirsch Podbielski, największy dzierżawca jezior, potentat rybołówstwa na naszych terenach, z czym związanych jest wiele historii. Zapraszam do lektury „Dawnego Giżycka”, bo to nie suche, historyczne fakty, a opowieść o prawdziwych ludziach, którzy tworzyli to miasto.

Jan Sekta – ceniony, giżycki historyk, od wielu lat radny miejski, wieloletni nauczyciel historii, obecnie pracownik Miejskiej Biblioteki Publicznej, gdzie z wielkim zaangażowaniem tworzy i koordynuje Giżyckie Archiwum Cyfrowe gac.gizycko.pl, wyjątkowe w skali kraju, nowoczesne, multimedialne repozytorium wiedzy z bazą starych zdjęć, dokumentów opatrzonych komentarzem w standardach Narodowego Archiwum Cyfrowego. Jana Sektę w ciekawych opowieściach możemy usłyszeć w radiowych audycjach i programach telewizyjnych, które odwiedzają Giżycko. Jest również prelegentem Spotkań z historią „Od niemieckiego Lötzen do polskiego Giżycka”, które cyklicznie od lat odbywają się w zabytkowych murach Hotelu Masovia. Prowadził również „Spotkania historyczne z dziejów leckiego (giżyckiego) zamku”, organizowane w murach krzyżackiego zamku, dzisiejszym Hotelu St. Bruno.

„Dawne Giżycko w stu ilustrowanych opowieściach” Jana Sekty ukazało się jako 38. tom serii „Moja Biblioteka Mazurska”
i nr 4. cyklu „Miasta dawnych Prus Wschodnich w stu ilustrowanych opowieściach”.

Pozycja to zbiór opowieści i ciekawostek o dawnym Giżycku, wzbogaconych o wyszukane zdjęcia miasta. Każda strona zawiera pocztówkę i odpowiednio dobraną do niej opowieść. Fragment opowieści o giżyckim dniu targowym: „Około południa targowisko przed kościołem pustoszało. „Uwolnione” od handlu kobiety rozpoczynały wraz z dziećmi wędrówkę po sklepach tekstylnych. W tym czasie ich mężowie zapełniali okoliczne bary i restauracje. Dużą popularnością cieszyły się lokale Blaseio, hurtownika Grigo i Staschika przy Rynku (Markt), Jesgarza przy ul. Królewieckiej (Königsbergerstrasse) oraz Bondzio, Koppki, Kupprata i Sareyki przy Ełckiej (Lyckerstrasse) (…) Krótko po południu niewielu już woźniców pewnie stało na nogach. Niejeden bibosz docierał do furmanki na barkach kolegów albo wleczony za poły płaszcza przez żonę i dzieci, które dopiero co odkleiły nosy od szyb wystawowych pasmanterii lub cukierni”.

Książka do kupienia w księgarni „Odeon” w Giżycku facebook.com/odeongizycko
i na stronie internetowej Oficyny Wydawniczej Retman mojabibliotekamazurska.pl

Zdjęcie autor Jan Sekta fot. Janusz Pilecki, źródło fb Jan Sekta